Impressed by Chicago

Byłam już wcześniej w Stanach Zjednoczonych w 2008 roku i odwiedziłam wtedy Nowy Jork oraz Hawaje.

Tym razem padło na Chicago i wynikało to z miejsca organizacji międzynarodowej konferencji, na którą zostałam zaproszona. Wszystko, co sobie wcześniej wyobrażałam o tym miejscu okazało się w rzeczywistości całkiem inne i zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie.

Myślałam, że to będzie szaro bure miasto robotnicze. Okazało się jednak miastem kolorowym, pełnym życia, pozytywnej energii, z rzeką płynącą przez centrum miasta i zapierającym dech w piersiach jeziorem Michigan, które niczym morze rozpościera się aż po horyzont.

Myślałam, że ludzie w Chicago nie dbają o zdrowie i mają problem z nadwagą. A okazało się, że mieszkańcy w Chicago biegają, jeżdżą na rowerach i rolkach, odżywiają się bardzo zdrowo w ogromnej ilości knajpek, gdzie nie tylko oferują hamburgery, ale również wegetariańskie sałatki, krewetki, ryby, humus itp.

Obserwując mieszkańców miałam wrażenie, że większość ludzi jest tu bardzo szczęśliwych. Spodobał mi się ich sposób bycia i życia, do tego ubierają się klasycznie, bez nadmiernej elegancji, ale z niesamowitym wyczuciem stylu. Na twarzach kobiet nie widać nadmiaru medycyny estetycznej i makijażu, czyli zero przesady w żadnej kwestii. Może to efekt  tzw. slow life, a może pozytywna energia miejsca, w którym mieszkają. Wiem, że mogłabym tam zamieszkać  i czułabym się bardzo dobrze.

Myślałam, że będzie dużo niezdrowego jedzenie. Okazało się, że jednak można naprawdę dobrze zjeść, wypić pyszną kawę z mlekiem owsianym z widokiem na park Milenium , a na śniadanie zjeść kanapki z avocado, ziołami i pomidorem. Ceny wyższe niż w Polsce, cena lunchu to około 8-16 dolarów, w zależności na jak duży posiłek się zdecydujemy. Minusem jest smak wszędzie podawanej do posiłków tzw. „tap water”, która mi kompletnie nie smakowała. W sklepach można kupić wodę mineralną, przy  czym warto uważnie czytać etykiety, żeby nie kupić butelkowanej kranówki.

Miasto ma swoją dobrą aurę, koncerty na ulicach, promenady nad jeziorem, widok koła Navy Pier, łódek pływających po rzece i jeziorze, szerokie plaże, pikniki w parkach, fontanny, wysokie wieżowce, dzielnice na przedmieściach z charakterystycznymi schodami przeciwpożarowymi oraz czyste chodniki i ulice. Można też spotkać osoby żebrzące na ulicy, jak to w dużych metropoliach bywa, ale też nie jest to widok wszechobecny.

Obowiązkowe punkt w Chicago to zdjęcie swojego odbicia w srebrnej rzeźbie Cloud Gate w parku Millenium 😉

Kolejne must see to oczywiście wybrzeże jeziora Michigan i Navy Pier. Z koła można zobaczyć panoramę miasta, a przejażdżka to koszt 18 dolarów. Równie piękną panoramę mieliśmy z jednego z ostatnich pięter w naszym Swisshotel z 40-tego piętra.

Jeżeli szukamy noclegu i ceny nas nie ograniczają, piękną lokalizacją jest dzielnica nad rzeką i hotele w jej okolicach. Tańsza są dzielnice na obrzeżach. Jadąc pociągiem linii niebieskiej z lotniska do centrum (koszt 5 dolarów) jechałyśmy przez Harlem, gdzie były naprawdę urocze domki w zadbanej okolicy. A może macie rodzinę lub znajomych w Chicago, ponieważ  mieszka tu i pracuje dużo osób z Polski. Po mieście najlepiej poruszać się komunikacją miejską lub pieszo, tanio i zdrowo 😉

Na pewno warto mieć dodatkowe fundusze na zakupy i odwiedzić 8-piętrowe centrum handlowe Macy’s lub Tk Maxx’a  gdzie w fajnej cenie można kupić markową torebkę czy jakiś fajny ciuch np. torebkę Fossil za 30 dolarów lub żakiet Tommy Hilfinger’a za 35 dolarów. Polecam też wizytę w outlecie, który mieści się w drodze na lotnisko.

I zajrzeć na plażę, gdzie jest piękny czysty piasek, fale jak na morzu, ratownicy pilnują bezpieczeństwa, a w knajpkach można się napić lokalnego piwa i zjeść coś dobrego.

Jeżeli chcemy zwiedzić miasto z innej perspektywy, poznać jego historię i architekturę warto skorzystać z wycieczki statkiem po rzece i jeziorze, polecam firmę Seadog na Navi Pier. Dodatkowym plusem była trochę szalona, dowcipna i z szeroką wiedzą na temat historii Chicago i rozmaitych budynków w mieście przewodniczka. Również bardzo wesoła ekipa na łódce i wiatr we włosach podczas przejażdżki po jeziorze Michigan. Oczywiście jeżeli do tego dopisze piękna pogoda, wówczas zdjęcia wychodzą cudowne.

Mam nadzieję, że będę miała okazję jeszcze kiedyś wrócić do Chicago, bo mnie to miasto urzekło w 100%. A nawet zrobiło o wiele większe wrażenie niż Nowy Jork czy Honolulu na Hawajach.

– Asia Oleśków-Szłapka

myhomeandheart.wordpress.com