La mia storia di Toskańskie Apeniny – parte 2

Na zachętę po długiej podróży i na rozprostowanie nóg dość łatwa i niezbyt długa wycieczka do Carrary – światowego centrum wydobycia marmurów.

Wszyscy wybitni włoscy rzeźbiarze fatygowali się osobiście by nadzorować pozyskiwanie zamówionego kawałka skały: Michał Anioł, Filippo Brunelleschi i  inni. A ich dzieła możecie oglądać możecie oglądać w wielu znanych miastach: Florejca, Siena, Lukka, Piza. Ale pozostawcie sobie zwiedzanie miast na niepogodę. Choć spacery po miastach bywają bodaj bardziej wyczerpujące niż te na łonie natury.

Po zwiedzeniu jednego z kamieniołomów (ok. 1h) możecie udać się do słynnego miasteczka Colonnata (ok. 550 m n.p.m) – wyżej już nie ma cywilizacji, tylko kopalnie! Po szybkim lanczu podejmujemy niezbyt trudną wspinaczkę między maleńkimi domostwami znakowanym szlakiem turystycznym na szczyt Cima D`uomo (wys. 960 m n.p.m). I już po niecałych 2 godzinach możecie cieszyć się panoramą z widokiem na czerwone dachy domów miasteczka, a w oddali prawdziwa wisienka na tym wapiennym torcie –  Morze Liguryjskie. Naprawdę zapieraj dech w piersiach i nie dlatego, że właśnie skończyliśmy mocne podejście na szczyt.

Na szczycie  kontynuujemy marsz granią w stronę przełęczy w kierunku północnym, nadal znakowaną (miejscami słabo) ścieżką. Najpierw przez kasztanowy las, gdzie osiągamy opuszczony przez toskańskich górali przysiółek Vergheto, a następnie osiągamy dolinę Freddona i po ok 30 min. jesteśmy z powrotem centrum miasteczka, tuż pod kampanilą kościoła Św. Bartłomieja. Warto spędzić tu jeszcze kilka chwil i skusić się na „lardo di Colonnata”,  czyli na pachnącą ziołową słoninę  najlepszą w Toskanii.

W tych górach apetyt naprawdę rośnie w miarę jedzenia. I jeśli tylko czujecie się na siłach a  wasze nogi same rwą się do przodu, to kolejnego dnia polecam prawdziwie górską wycieczkę.

Udajemy się do miasteczka Levigliani (osada z czasów etruskich, ok 500 m n.p.m). Tutaj w informacji turystycznej kupujemy bilet na lokalny busik, który podrzuci nas wyżej, pod wejście do jaskini-kopalni wapienia i rtęci (Anrto del Corchia, polecam w razie niepogody).

Dalej wędrujemy dość stromymi zakosami aż na przełęcz (Passo dell Alpino), skąd już bardzo łagodnie ścieżką wzdłuż bunkrów z czasów II wojny światowej aż na kolejną przełęcz – Foce di Mosceta (1200 m n.p.m). Jest to fantastyczny punkt widokowy na otaczające nas szczyty: Monte Corchia (1678 m n.p.m), czy Monte Ceto (1078 m n.p.m). I tutaj czujemy się jakby we wnętrzu gór, naprawdę magiczne miejsce. Ale zanim postanowimy o dalszej wspinaczce stromo do góry, pozwólmy sobie na odrobinę relaksu w bardzo klimatycznym toskańskim schronisku – Rifugio del Freo, zwane także Pietrapana. Kalorie należy uzupełniać na bieżąco, polecam więc  zamówić w barze szybki lunch (menu del giorno) lub jeszcze szybciej pochłonąć kawałek tarty z owocami leśnymi – domowej, schroniskowej roboty. Palce lizać!  Ale pamiętajcie, jesteśmy w regionie, w którym nie należy się spieszyć! Więc jeśli tylko postanowicie wrócić do miasteczka tą samą drogą, to zamówcie lunch, i przy lampce wina delektujcie się widokami. Jedna nie zaszkodzi, ale pamiętajcie że trzeba jeszcze zejść!

A dla amatorów mocniejszych wrażeń, polecam zdobycie szczytu Monte Corchia (ta sama droga tam i powrót, znakowaną ścieżką ok 2,5h). Tylko uwaga na naprawdę strome podejście, częste i szybkie zmiany pogody, jak to w górach, a do końca maja zalega w żlebach śnieg.

Jeśli nadal nie mamy dość chodzenia, to dobrym pomysłem jest wybranie innej drogi zejściowej – do miasteczka Isola Santa, ukrytego nad malowniczym jeziorem zaporowym ze średniowiecznym zamkiem i kościołem. Stąd można zamówić  taksówkę i wrócić do Levigliani, a droga kręta wijąca się przez góry, między kolejnymi kamieniołomami dostarczy dodatkowych wrażeń.

Po dniach górskich zmagań dobrze wypocząć…

Zapraszam do lektury kolejnej części mojej relacji 

La mia storia di Toskańskie Apeniny – parte 3

 

Kasia Jamróz

 

Chcesz wyjechać na taką wycieczkę?