Miasto z duszą

Lizbona zachwyca, ale czasami też przeraża. To miasto, w którym możemy odkryć miejsca, gdzie widok zapiera dech w piersiach, ale też miasto posiadające drugą, mniej przyjemną stronę.

W Lizbonie byłam prawie 20 lat temu, kiedy to podczas wyjazdu na studia w ramach Erasmusa spędziłam ponad pół roku w Portugalii. Studiowałam w Covilhi, a przy okazji trochę zwiedzałam. Dzięki uprzejmości znajomego odwiedziłam również Lizbonę. Z tego czasu zapamiętałam plac Commercial, ocean, pomnik Odkrywców i klasztor. W tym roku znowu udało mi się zawitać do Lizbony i tym razem na parę dni. Pogoda była piękna, podczas gdy w Poznaniu 10 stopni, tutaj przywitało nas słońce i temperatura przez cały tydzień utrzymująca się między 25 a 28 stopni.

Będąc w Lizbonie na pewno warto odwiedzić centrum informacji i zaopatrzyć się w kartę Lizbońską, której cena zależy na jaki okres ją kupujemy. Kupiłam na 3 dni i kosztowała mnie 42 euro. Dzięki karcie mogłam korzystać z komunikacji miejskiej tramwajów i metro. Można również odwiedzić za darmo część muzeów i zabytków, takich jak Mosteiro dos Jeronimos, Torre de Belem, Muzeum Narodowe, Muzeum bryczek, Winda Santa Justa. A w wielu innych, jak Muzeum Archeologiczne, Muzeum, Muzeum Morskie etc., kupić bilety ze zniżką. Wraz z kartą otrzymujemy książeczkę z informacją, gdzie i jakie zniżki nas obowiązują.

Z kartą można też pojechać za darmo pociągiem do Sintry. Miasta pełnego zamków, tych znanych z pocztówek kolorowych, w których można obejrzeć sale pełne mebli, obrazów i przenieść się w okres kiedy powstały. W jeden dzień trudno zwiedzić je wszystkie, my wybraliśmy trzy: (1) zamek Maurów forteca i jej ruiny na zboczu góry, (2) pałac Pena, który przenosi nas w bajkowy świat i zachwyca swoją kolorową i szaloną architekturą, żółto-czerwonymi wieżyczkami i pięknymi meblami w jego pokojach w środku. Po zwiedzaniu zamku można zjeść coś dobrego w restauracji po bardzo przystępnych cenach, (3) pałac narodowy w Sintrze, który na zewnątrz jest mało spektakularny w porównaniu z Pena, ale w środku z pełni wyposażonymi pomieszczeniami przenoszącymi nas w dawne czasy królewskich rodów Portugalii.

Oprócz Sintry wokół Lizbony jest jeszcze całe mnóstwo wspaniałych miejsc, które warto odwiedzić, jal wielokilometrowe piaszczyste plaże i malownicze wioski obok Lizbony. W tym roku nie miałam wystarczająco czasu, ale mam plan żeby w przyszłym roku odwiedzić Lizbonę prywatnie z rodziną i przyjaciółmi.
W samej Lizbonie koniecznie trzeba wjechać windą Santa Justa i zobaczyć jak wspaniale wygląda Lizbona z góry. Następnie odwiedzić Muzeum Archeologiczne, gdzie poza wystawą wieczorami odbywają się magiczne pokazy teatralne i świetlno-muzyczne zapierające dech w piersiach. Trudno je opisać, należy zobaczyć na własne oczy.

Równie wspaniałe widok jest z murów zamku św. Jerzego, do którego można wjechać tramwajem, taksówka lub wdrapać się na własnych nogach. Schodząc w dół należy odwiedzić okoliczne kościoły, urokliwe knajpki poukrywane w piwnicach, małych uliczkach wijących się pomiędzy budynkami.

Zwiedzanie Lizbony i jej okolicy najlepiej zaplanować bazując na mapie i polecanych miejscach, które warte są zobaczenia.
Ciekawą alternatywą poza tramwajem, którym koniecznie trzeba odbyć przejażdżkę po wąskich uliczkach prawie zahaczając o okna i budynki, jest wycieczka statkiem. Wraz koleżanką wykupiłam rejs tzw. linią żółtą, z której można wysiadać w oznakowanych miejscach i udać się na zwiedzanie, a potem znów wsiąść i kontynuować jazdę, a wszystko w ramach jednego biletu za 20 euro. Podczas rejsu usłyszymy też parę słów o historii miasta, przepłyniemy pod majestatycznym mostem 25 kwietnia, zobaczymy z bliska pomnik Jezusa i fortecę Bellem oraz pomnik Odkrywców. Jak pamiętamy Portugalia to kraj zdobywców, takich jak Vasco da Gamma, o czym dowiemy się w wielu muzeach i podczas zwiedzania historycznych miejsc.

Miasto ma swoje dobre i złe strony. Na pewno warto starannie wybierać miejsce na nocleg, ponieważ nasz w hostelu Residencia Almirante, który skusił nas atrakcyjną ceną, skończył się bliskim spotkaniem z pluskwami, z którego do tej pory się leczę. Jeśli chodzi o jedzenie to lepiej odbić w boczną uliczkę i poszukać miejsca gdzie jest dużo miejscowych, bo wiadomo, że zjemy tam dobrze i tanio. Podczas wszystkich wizyt w restauracjach i barach nie zdarzyło nam się trafić na miejsce, które byłoby niesmaczne. Na pewno warto zjeść spróbować dania z ryby Bacalhau, sałatki z owocami morza lub tuńczykiem i ośmiornicy, choć za tą ostatnią nie przepadam. Oczywiście nie muszę polecać wina, które w restauracji kosztuje około 10-13 euro za butelkę. Z kolei w sklepach można kupić pyszne wino verde tzw. zielone lub inne, równie dobre już za 2-3 euro. Osobom poszukującym jedzeniowego raju polecam wybrać się do Mercado da Ribeira, gdzie można zjeść cokolwiek sobie tylko wymarzycie. W podobnym targu byłam w Oslo, jednak tam zdecydowanie ceny były bardzie przytłaczające.

Myślę, że jeśli raz odwiedzicie Lizbonę będziecie chcieli znów tam wrócić. Jedynym minusem dla mnie była dość duża liczba narkomanów na ulicach zwłaszcza w okolicach windy Santa Justa, jak również budynki straszące powybijanymi szybami, opuszczone hale, zakłady, świadczące, że miasto w niektórych miejscach umiera… Podobny problem ma podobno Porto w Portugalii, gdzie wiele miejsc niszczeje i aż żal patrzeć jak traci swój blask i urok.

Pomimo tego, jednak Portugalia to miejsce, do którego naprawdę warto powrócić 🙂 Ludzie są bardzo mili i przyjaźni, chętni do pomocy. Jest to miejsce na atrakcyjne cenowo. Naprawdę można się wyluzować, naładować akumulatory oraz odpocząć wsłuchując się w uliczne koncerty Fado przy lampce dobrego wina.

– Asia Oleśków-Szłapka