Prawdziwe życie na Bali – part 1/5

Pemuteran to oddalona od turystycznego zgiełku mała wioska w północno-zachodniej części Bali. Piękna, czarna, piaszczysta plaża usiana kilkoma niewielkimi ośrodkami wypoczynkowymi, restauracjami i centrami nurkowymi. To moje miejsce na ziemi.

Ktoś mądry powiedział, że najlepszym uczuciem na tej planecie jest czuć spokój duszy, żadnego stresu, strachu, nieustannego rozmyślania – po prostu spokój. Ja czuję go właśnie tam. Bali w wyobrażeniu większości z nas jest rajem turystycznym dostępnym dla wybranych. To nie jest prawda.

Bali to zwyczajne miejsce, zwyczajni ludzie, żyjący zgodnie ze swoją religią i tradycją. Bali to cudowna przyroda, słońce, ale również codzienność usiana problemami.

Aby dostać się z lotniska w Denpasar do Pemuteran trzeba przejechać wzdłuż całą wyspę. Ze względu na górzysty teren podróż samochodem trwa około 4 godzin.

Trudy podróży rekompensują cudowne widoki rozciągające się za oknem. I ten nieprawdopodobny kontrast pomiędzy komercyjnym południem, a zwyczajną, ludzką północą. Tu jest dla mnie prawdziwe życie wyspy. Cisza i spokój.

Świnie biegające po ulicach, wszędobylskie psy, kurczaki na plaży, gdzieniegdzie śmieci, a na „stacji benzynowej” drewniany regał z butelkami po wodzie napełnionymi paliwem.

I świątynie – te maleńkie przydomowe i te wielkie, uroczyste. Wszędzie ich pełno. Bo Bali to religia i związana z nią nieprawdopodobna tradycja.

czytaj też: Prawdziwe życie na Bali – part 2/5

– Agnieszka Ruda

Ekonomistka z zawodu, mocno osadzona w liczbach, „pochłaniaczka” książek i fanka dobrej muzyki. Od 2010 roku stale podróżuje. W 2017 r. w końcu znalazła swoje miejsce na świecie – indonezyjską wyspę BALI.