Tajwański nocny market – part 2/2

O marketach można by pisać i pisać jednak dziś chciałbym pozostać przy strefie gastronomicznej. A więc co warto spróbować i jakie są lokalne smakołyki?

czytaj też: Tajwański nocny market – part 1/2

Po pierwsze wszelkiego rodzaju zupy „ramen” – taki trochę nasz rosół. Cud, miód i orzeszki!

Jeśli chodzi o dania główne, to moim osobistym numerem jeden został kalmar. Zwykle nadziany w całości na patyku. Gdy go zamówimy jest on smażony przez chwilę na głębokim oleju, po czym kucharz tnie go nożyczkami na małe kawałki, wrzuca do kubeczka i dopieszcza smak przyprawami wedle naszego uznania. Niebo w gębie!

Jeśli chcecie połączyć jedzenie z rozrywką możecie zaserwować swoim kubkom smakowym „stinky tofu”, czyli dosłownie śmierdzące tofu.

Z pewnością wasze nozdrza, jak i osób będących w pobliżu również poczują ten nieziemski zapach.

W skrócie jest to sfermentowane tofu, które dodatkowo zostaje usmażone, więc stężenie zapachu, który porównuje się do rozkładających się zwłok zostaje podbite na jeszcze wyższy poziom. Ja spróbowałem i żyję! Podobno jedno z najbardziej śmierdzących dań na świecie.

Jeśli chodzi o picie to koniecznie musicie spróbować „bubble tea”, czyli herbaty z żelowymi kuleczkami. Szczególnie polecam „Oolong milk bubble tea”. Idealny smak będzie gdy wybierzemy sobie 50% cukru i średnią ilość lodu. Tak, tak podczas zamawiania tego napoju możemy określić dość precyzyjnie poziom cukru i lodu jaki nas zadowoli. Smaków oczywiście jest mnóstwo jednak ten jest chyba najbardziej popularny i faktycznie pyszny.

Tajwańskich smaków jest cała masa. Warto się skusić również na tajwańskiego hot-doga, wszelkiego rodzaju pierożki czy to pieczone, czy gotowane na parze, można spróbować żabiej ikry, a nawet stuletnich jajek.

Dodam tylko, że będąc tam miesiąc ani razu nie poczułem przesytu lokalnym jedzeniem. Mało tego. Nawet nie udało mi się spróbować wszystkich przysmaków jakie wypatrzyłem podczas podróży.

No cóż. Widocznie będzie trzeba jeszcze wrócić na tą magiczną wyspę!

– Łukasz Trusz

Na co dzień inżynier związany z telekomunikacją i mediami. Po godzinach zwiedza, fotografuje, smakuje i szuka swojego miejsca na Ziemi. Zdjęciami i wrażeniami dzieli się na blogu www.zPodrozy.pl